Dzięki niezwykle sympatycznemu gestowi Pana dr Janusza Trupindy, dyrektora Muzeum Zamkowego w Malborku, mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej w Tolkmicku mieli możność poznać tę największą w Europie średniowieczną warownię we wtorek 17 marca. Otrzymaliśmy bezpłatne wejściówki oraz skorzystaliśmy ze specjalnie dla nas przygotowanej usługi przewodnickiej, dzięki której poruszaliśmy się po niekonwencjonalnej i nie dla wszystkich zainteresowanych dostępnej trasie zwiedzania, słuchając wspaniałych, pełnych wiedzy historycznej oraz dygresji, odwołujących się do legend, podań i anegdot, opowieści o dziejach zakonu, który ten imponujący zespół najpierw zbudował, a potem użytkował, panując niepodzielnie nad kawałkiem świata nazywanym Prusami, przy okazji zagrażając i wadząc się ze swoimi sąsiadami – czyli Polakami i Litwinami. W polskiej historiografii nazywali się ci dumni rycerze i zakonnicy – Zakonem Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (łac. Ordo domus Sanctae Mariae Theutonicorum). My popularnie zwiemy ich Krzyżakami ze względu na białe płaszcze z czarnymi krzyżami, którymi osłaniali swoje zbroje, wzbudzające respekt i pozwalające dokonywać podbojów wielkich obszarów ziemskich położonych na wschód od Wisły.
O nazwie zakonu, podziale malborskiej twierdzy na trzy zasadnicze części (Zamek Niski, Średni i Wysoki) oraz o przeogromnej figurze patronki, czuwającej nad twierdzą i miastem od wieków, widocznej z bardzo daleka, z płaskich żuławskich nizin, opowiedziała nam na wstępie nasza przewodniczka – Pani Małgorzata Daniluk. Od razu robimy zastrzeżenie, nie zdołamy w naszej opowieści z wizyty w Malborku zdać pełnego sprawozdania o rzeczach widzianych i usłyszanych, musielibyśmy napisać o tym powieść, być może trylogię, skupimy się zatem na najważniejszych, najbardziej fascynujących aspektach wyprawy, tych, które szczególnie utkwiły nam w pamięci. W pierwszej części relacji skoncentrujemy się na Madonnie stojącej w niszy kościoła Mariackiego oraz na najstarszej części zamku, tej konwentualnej, klasztornej, zwanej Zamkiem Wysokim, którego znaczną część ta właśnie świątynia stanowi.
Figurę Madonny wykonano ze sztucznego kamienia gipsowego i pokryto barwną polichromią na bazie farb wapiennych około roku 1340, a następnie rzeźbę ozdobiono złotą i kolorową mozaiką ze szkła z inicjatywy teologa Jana z Kwidzyna, ten zabieg dodał dziełu niezwykłego majestatu oraz – jak napisał Bernard Jesionowski – „uczynił z niej plastyczny symbol malborskiej warowni a jednocześnie podkreślał jedność Zakonu z Matką Boską […] odtąd zawsze fascynowała osoby odwiedzające Malbork. Jej opisy pojawiają się nader często w relacjach z podróży do naszego miasta, w pamiętnikach i listach pisanych w związku z pobytem tutaj”. Jeden z takich opisów prezentuje znany nam dzięki Pani Magdalenie Żółtowskiej -Sikorze pastor z Oberlandu – Johann Christoph Wedeke. Pod koniec XVIII wieku przedstawił ją w następujących słowach, przy czym o dziwo, jemu to dzieło sztuki w ogóle się nie podobało, uważał je za maszkaron, za coś pokracznego i dziwacznego: „Matka ma 16, Dzieciątko 6 stóp wysokości. Ubrana jest w białą halkę, na nią narzucony jest błękitny płaszcz podbity czerwienią, a całość haftowana jest w złote lilie; na głowie ma złotą koronę. Stoi w niszy w murze przed kościołem zamkowym, od wschodu, a ponieważ wszystkie ołtarze skierowane są na wschód, posąg ma za plecami ołtarz główny. Sama nisza jest błękitna i usiana złotymi gwiazdkami. Widok tego tworu w ogóle nie jest ani czarujący, ani piękny, sprawia wrażenie nie tyle niemiłe, co obce”.
Na nas Madonna zrobiła jak najlepsze wrażenie. Dodajmy, pastor Wedeke widział oryginalną rzeźbę, która została zniszczona w 1945 roku. Współczesna wersja to rekonstrukcja przywrócona w niszy prezbiterium kościoła NMP w roku 2016; wykonano ją z częściowo zachowanych gipsowych fragmentów lecz mozaika złożona z 300.000 kawałków (tzw. tesserów) wyszła spod ręki dzisiejszych konserwatorów i plastyków (szkło sprowadzono z Wenecji, elementy ze złota powstały w pracowniach gdańskich). I jak to się może komuś nie podobać ?
Następnie, tu wykonujemy duży skok w czasie i przestrzeni, znaleźliśmy się w surowym, gdyż bardzo zniszczonym po II wojnie światowej, wnętrzu kościoła klasztornego, lądując po drugiej stronie naszej Madonny. Do prawie pustego, pozbawionego ołtarzy, ambon i ławek, słynącego jednakże z niezwykłej architektonicznej i artystycznej klasy wnętrza, weszliśmy przez jeszcze bardziej słynną Złotą Bramę. A ona jest już w ogóle wybitnym arcydziełem gotyckiej sztuki, prawdziwym majstersztykiem budowlanym powstałym około 1280 roku, ale także – poprzez swoją symboliczną wymowę – istną księgą, z której można wyczytać wiele mądrości o życiu, śmierci oraz o naszym przeznaczeniu: zbawieniu lub potępieniu. Na kolumienkach, u nasady łuków archiwolt, dostrzeżemy dziesięć postaci kobiecych, każda o wysokości około 50 cm, dzierżących w dłoniach czarki. Młode panny z lewej strony, uśmiechnięte i pogodne, trzymają naczynia uniesione ku górze; ich odpowiedniczki po stronie prawej, mimiką i gestami wyrażające żal, zniechęcenie, dno czarek zwróciły ku ziemi. To Panny Mądre i Panny Głupie stanowiące metaforę Sądu Ostatecznego – przezorne i sprawiedliwe niewiasty zostaną zbawione, natomiast grzeszne i próżne zasłużą na potępienie (ten wyrok nie odnosi się tylko do nich, to także lekcja udzielona nam, patrzącym; po której stronie chciałbyś się znaleźć ?).
Na zamku konwentualnym odwiedziliśmy ponadto celę więzienną (przypowieść o ucieczce księcia litewskiego Kiejsuta), kuchnię klasztorną (zabawa z rozpoznawaniem przypraw), wieżę gdanisko (czyli latrynę, dawne ubikacje, do których kieruje nas głowa diabła), salę konwentu (wspaniała akustyka), przeszliśmy się krużgankami, a na dziedzińcu postaliśmy przy studni zwieńczonej figurą pelikana. Najciekawsze wydawały się nam jednak, zauważyliśmy również szczególną dumę z nich pracowników malborskiego muzeum, komnaty dostojników krzyżackich zlokalizowane na pierwszym piętrze zachodniego skrzydła Zamku Wysokiego. Poświęcimy im zatem trochę więcej uwagi.
Zamek Wysoki był częścią zamkniętą, niedostępną zasadniczo dla gości zapraszanych przez Krzyżaków, był ich domem modlitwy i miejscem pracy. Urzędował tu konwent złożony z 12 rycerzy i 6 księży, tu odbywały się okrywane tajemnicą narady, stąd zarządzano pozostałą częścią warowni, miastem, komturią i podejmowano ważkie decyzje dla całych Prus. Dla tych ważnych osobistości decydujących przez dziesięciolecia o sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej północnej Europy trzeba było wygospodarować odpowiednie miejsca, gdzie mogli mieszkać i pełnić powierzone im obowiązki. Tak właśnie odnajdujemy dziewięć pomieszczeń nazywanych obecnie komnatami dostojników Zakonu Krzyżackiego. W roku 2025 znana firma konserwatorska GOREK RESTAURO przeprowadziła w nich (oraz w krużganku zachodnim czyli w korytarzu prowadzącym do tych komnat) prace konserwatorskie i restauratorskie, z których muzealnicy malborscy są dziś szczególnie dumni, którymi się szczycą, którym poświęcili wystawę oraz rozbudowaną akcję promocyjną (posty na X i fb, podcasty na YouTube). Przy okazji polecamy zainteresowanym.
Komnaty dostojników należały do czterech najważniejszych dla konwentu osobistości: skarbnika czyli Tresslera, komtura domowego, zarządcy kuchni konwentu oraz zarządcy piwnic. W skarbcu zobaczyliśmy masywne skrzynie do przechowywania kosztowności, metalowe okładziny ścian zabezpieczające pomieszczenie przed niepożądanymi gośćmi, a nad wejściem wizerunek bazyliszka strzegącego zgromadzonych tu skarbów (kto na bazyliszka spojrzał zamieniał się w popiół). Przeuroczy ów potwór miał dawniej oczy z czerwonych kamieni szlachetnych, które jednak skradziono. I legenda mówi, że pomimo tych różnych fizycznych i symbolicznych form ochrony, do czego dochodziły jeszcze podwójne drzwi, w tym jedne zamykane aż na trzy klucze, skarbiec został w zuchwały sposób splądrowany na lat 50 przed słynną bitwą pod Grunwaldem. Tego karkołomnego czynu dokonali piekarze pracujący w pomieszczeniu usytuowanym poniżej skarbca. Wybili dziurę w stropie, a że nagromadzono w skarbcu pieniędzy tak wiele, iż nie mieściły się już w skrzyniach, spoczywały na posadzce, posypały się złote monety na głowy rozradowanych wyrobników od chleba.
Skarbnik czyli minister finansów Zakonu NMP miał do swojej dyspozycji ponadto przedsionek skarbca oraz pomieszczenie mieszkalne. Zarządca kuchni także dysponował pięknym lokum, w którym znajdowała się winda (szyb) do transportu potraw z kuchni konwentualnej usytuowanej poniżej; mógł do tej kuchni z wielkim piecem i wysokim okapem schodzić tajemnym, wąskim przejściem kryjącym się w grubości murów.
W innym jeszcze pomieszczeniu, ale już nie pamiętamy do kogo należało, znajduje się wyjątkowy zabytek ruchomy – pochodząca z II połowy XIV wieku dębowa dwudrzwiowa szafa. Stanowi ona doskonały przykład średniowiecznego podejścia do aranżacji wnętrz zamkowych. Interesującym detalem jest zachowany w jednym z zawiasów drzwi szafy gwoździk z herbem zakonu krzyżackiego. Najpierw ujrzeliśmy go na fotografii, stanowiła ona jednak powiększenie, gdy otrzymaliśmy zadanie odnalezienia tego elementu w rzeczywistości sprawiło nam to wiele trudu. Bez pomocy Pani Małgorzaty raczej byśmy nie potrafili.
Komnaty mają arcyciekawą historię. Tak naprawdę nie wiemy, gdzie znajdowały się w średniowieczu. Ich obecna lokalizacja, rozkład, dekoracja i aranżacja stanowią efekt XIX-wiecznej interpretacji przeprowadzonej przez Conrada Steibrechta, architekta i konserwatora zabytków, wieloletniego rekonstruktora zamku malborskiego, postaci dla tej warowni wręcz legendarnej. Opierając się na materiałach archiwalnych i przeprowadzonych badaniach Steinbrecht dokonał właśnie interpretacji czyli sporządził autorski plan opisywanych dziewięciu pomieszczeń, a do tego nadał im nowy wystrój wykonując na ścianach liczne polichromie odwołujące się do historii i legendy Zakonu Krzyżackiego. W drugiej połowie XX wieku dzieło mistrza zostało utracone, lica ścian pokryły tynki, pobiały, wtórne nawarstwienia. Skarbiec i pozostałe izby wyglądały nijako, były szare od brudu, zapuszczone, bezstylowe – nie wpuszczano tu turystów, nie było co podziwiać.
Jednak w końcu dokonano prawdziwego cudu. Po badaniach konserwatorskich przeprowadzonych przez pracowników muzeum przygotowano odpowiednie projekty, pozyskano dofinansowanie z budżetów zewnętrznych, zatrudniono specjalistyczną i sprawdzoną firmę, która w ciągu 12 miesięcy wykonała wspaniałą konserwatorską robotę. Komnaty odzyskały dawny blask, koloryt, niezwykłą aurę, tchnięto w nie nowe życie. A my mogliśmy podziwiać efekty tych prac wysłuchując wspaniałych, pełnych erudycji komentarzy Pani Małgorzaty.
I tak zadziwieni, zachwyceni, trochę już skołowani, przeszliśmy w kierunku północnym, przez zwodzony most, obok wieży zwanej Danuśka (na pamiątkę kręconych scen do filmu „Krzyżacy” Aleksandra Forda), przez bramę, na dziedziniec Zamku Średniego. Jednak ta część malborskiego zamku stanowić będzie kanwę opowieści części drugiej naszej relacji.
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
-
Title
Title
https://powiat.elblag.pl/sv/strona-glowna-2/11101-wizyta-w-muzeum-zamkowym-w-malborku-czesc-pierwsza-zamek-wysoki#sigProId669a42cadc
Dariusz Barton
Powiat Elbląski




